dziennik filmy mapa liczby o nas kontakt księga gości linki
start alfabet Witamy! podziękowania

WYPRAWA TURYSTYCZNO-NAUKOWA
XLII LO IM. MARII KONOPNICKIEJ W WARSZAWIE

Islandia we wrześniu? Skalne rumowisko przyozdobione górami lodu, podpiekane ogniem, polewane wodą, z dodatkiem orzeźwiających (do szpiku kości) podmuchów wiatru. Po prostu cudowna... Pomyśleć tylko, że to było głównie właśnie to: kamienie, lód, czający się ogień, woda i wiatr... To zbiorowisko niczego stworzyło coś niesamowitego! Ściągnęło skądś parę roślin i ptaków i prezentuje się fenomenalnie. Taki efekt przy tak skromnym budżecie? Jeśli to nie jest sukces, to sukces nie istnieje ("Podoba mi się ten głaz. To naprawdę ładny głaz.").

Wodospady, pola zastygłej lawy, lodowce, równiny. Zielono od mchów i trawy lub czarno i brunatno od skał. Albo czerwono, zależy w którym miejscu. Pierwszy wodospad, który obejrzeliśmy był wysoki na jakieś 15-20 metrów, szeroki zaś na kilka. Niesamowite wrażenie. Ale w końcu to był pierwszy wodospad, który obejrzałem w naturze i z bliska... W porównaniu z kolejnymi to był ledwie strumyk! Każdy następny potężniejszy od poprzedniego. Bo czym był ten pierwszy, leniwy wręcz prysznic, wobec huku potężnej fali wody na 100 metrów szerokiej, nie mieszczącej się w obiektywie, spadającej daleko w dół (gdzie? Nie widać. Głęboko i pył wodny niczym para z sauny), przy potędze, obok której nie słychać nawet najgłośniejszego krzyku?

Zastygła lawa powinna powszednieć po godzinie jazdy. Na lewo lawa, na prawo lawa, za nami chyba lawa, przed nami pewnie też lawa, pod kołami - tu niespodzianka - lawa. Co nie znaczy, że nie była czymś efektownym. Spróbujcie podróżować dwa tygodnie po wyspie, która na każdym kroku sugeruje, że jest wulkanem... Najcudowniejszą formą istnienia pokryw lawowych jest z pewnością lawowy labirynt. Powstał on tak: pod masami zastygłej lawy biegły strumienie lawy wciąż płynnej. Gdy odpłynęły, pozostawiając puste tunele, sufity owych tuneli zapadły się. I tak powstał niesamowity park skalny. Nie brak w nim teraz roślinności, która pojawia się znikąd i czyni przytulnym nawet wnętrze nie do końca wygasłego krateru. Tak jest, przytulnym - na każdym kroku ma się wrażenie, że jest się w niewielkim, osłoniętym od wiatru zakątku. Jest to miejsce, do którego warto wrócić. Najlepiej z Kimś.

Lodowce... to dopiero jest coś! Czoło brudne od niesionego materiału skalnego, wręcz niemożliwością jest dostrzec biel lodu czy śniegu. W dali widać moreny czołowe, wokół ciągną się moreny boczne. Lodowiec się cofa. Jednak największe wrażenie sprawia wędrówka trochę wyżej na jęzor. Gdy można zobaczyć lód, lód, lód... spękaną powierzchnię aż po horyzont... A potem umysł się otrząsa i natarczywie przypomina, że ta tafla ma wiele metrów grubości. A każdy metr sześcienny waży dziewięćset kilogramów... I że to wszystko sobie spływa z gór samo z siebie... W końcu nikt nie udowodnił, że to działanie grawitacji. Niech sobie mówią w szkole o tym w choćby najwspanialszy i najbardziej obrazowy sposób - to trzeba obejrzeć, by zrozumieć, o czym mowa. To jest wielka manifestacja cichej potęgi przyrody. O tak, tam dopiero można poczuć ciszę...

Góry. Kojarzą się przede wszystkim ze starożytnością - są bowiem czymś ponad ludzki żywot. Swój wiek liczą w wiekach i mileniach. A ja zdobyłem najmłodszą górę świata. Inne nawet nie zauważyły, że się pojawiła. Ma trzydzieści pięć lat. Owszem, ode mnie starsza. Ale miałem szczęście wchodzić na nią z człowiekiem, który widział, jak zostaje powołana do istnienia. Widział w telewizji, jak to, po czym dziś szliśmy, było roztopioną magmą. Płynnym kamieniem o temperaturze setek stopni Celsjusza. To dopiero musiało być przeżycie...

Całkiem niedawno wybuchł wulkan pod największym lodowcem Islandii. Nietrudno się domyślić, że bardzo wiele lodu w bardzo krótkim czasie stało się wodą. A woda runęła pasem o szerokości dwustu kilometrów porywając wszystko do oceanu. Pozostała gładka jak stół czarna (bazalt) równina (sandr) urozmaicona płynącymi z lodowca rzekami i poskręcanymi szczątkami stalowych mostów. Islandia przypomniała, że jest wychodzącym na powierzchnię fragmentem styku dwóch gigantycznych płyt kontynentalnych. Rozsuwających się właśnie.

Dlaczego tłumy jeżdżą na plaże do tropików, gdzie woda jest najwyżej letnia, a upał nie do zniesienia? Na Islandii jest tak, jak być powinno: powietrze rześkie, a woda gorąca - i do tego przez cały rok. Dzięki stałemu dopływowi ciepła z wnętrza ziemi, na Islandii istnieją niezliczone źródła gorącej wody. Energia tych źródeł jest wykorzystywana do ogrzewania domów oraz do zaopatrywania tychże w ciepłą wodę i elektryczność. Przy jednokierunkowych mostach czasem montowana jest sygnalizacja. Ale Islandczycy nie kładą kabli, żeby dostarczyć do nich elektryczność. Stawiają mały wiatraczek, który zapewnia zasilanie (na Islandii nie ma czegoś takiego jak bezwietrzny dzień). Ekolodzy na tej wyspie zwariowaliby z braku zajęć.

Jak opisać coś, co faluje nad głową jak firanka przy niedomkniętym oknie? A innym razem nieśmiało wyłania się zza gór, by po chwili w zawrotnym tempie "generować w czasie rzeczywistym" wzory na całym niebie, niczym wygaszacz ekranu w komputerze. Oto magiczna wizualizacja słonecznego wiatru w atmosferze naszej planety - zorza polarna... (laicy mówią, że to zwyczajne świecenie atomów tlenu i azotu). Wrzesień okazał się świetną porą dla nas, marzących o zobaczeniu na własne oczy tego kosmicznego zjawiska.

Islandia we wrześniu? Skalne rumowisko przyozdobione górami lodu, podpiekane ogniem, polewane wodą, z dodatkiem orzeźwiających (do szpiku kości) podmuchów wiatru. Robi wrażenie... każe się podziwiać. Czuć do siebie respekt. Nawet trochę się bać.

tekst JK i MT dziennik

start alfabet Witamy! podziękowania

Pamięci
Andrzeja J. Michałka
Prezesa Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Islandzkiej

In memory of
Andrzej J. Michałek
Chairman of the Polish-Icelandic Friendship Society

GŁÓWNY SPONSOR WYPRAWY:

wyprawę sponsorowali także:




dziennik filmy mapa liczby o nas kontakt księga gości linki

© 2005-2017 Michał Terajewicz